11 PRZEKAZAŃ Kościoła Radości ISTNIENIA

11 Przekazań z komentarzami

Przekazanie VI   <<< >>>   Przekazanie VIII

Przekazanie VII

Bóg nie popełnia błędów - nie istnieje "grzech" człowieka wobec Boga. Pojęcie to nie może istnieć z definicji.

Stwórca naszego dzieła stworzenia, Bóg, jest dla wszelkich bytów zawartych wewnątrz dzieła, w tym dla człowieka, Stwórcą Wszechmogącym i Absolutnym. Stoi On całkowicie ponad jakimkolwiek wartościowaniem stworzonych przez siebie bytów. Żaden efekt Jego kreacji nie może kwestionować aktu stworzenia oraz kompetencji Boga twierdząc, że jakiś element stworzenia należało "stworzyć lepiej". To tak, jakby rzeźba chciała zarzucić rzeźbiarzowi, że nie jest taka, jaką chciał ją stworzyć rzeźbiarz.

Wszechmogący Bóg-Stwórca stworzył swoje dzieło stworzenia, w tym człowieka dokładnie tak, jak to uczynił [M115-118]. Gdyby tworząc kogokolwiek z nas popełnił jakiś "błąd", zauważany i dodatkowo następnie wytykany Mu przez nas samych (będących przedmiotem Jego kreacji), musiało by to oznaczać, że tak w stosunku do człowieka, jak i do całości dzieła stworzenia nie jest Wszechmogący - czyli nie jest Bogiem. Jest to oczywistą sprzecznością logiczną.

Pojęcie grzechu wobec Boga wymyślili sami ludzie po to, by skutecznie wprowadzić do zarządzania swoimi społecznościami pożądane przez siebie zasady i normy zachowań. Prowadząc różne formy religijnej manipulacji swoich społeczności, umocowali oni swoje prawa w rzekomej woli Stwórcy - kto bowiem ośmieliłby się kwestionować wolę samego Boga? [M14-19; M357] Następnie ci sami ludzie, choć już najczęściej ich kolejne pokolenia, "pozaklinali" te prawa, spisując je w poszczególne swoje pisma "święte" - zbiory tekstów religijnych, wywyższone i uświęcone przez samych siebie [M866-872].

Szczególnie religie rodziny judaizmu: judaizm, chrześcijaństwo oraz islam niosą w sobie podstawowy błąd systemowy sprawiający, że od 30 wieków dostarczają one ludzkości całkowicie fałszywy obraz świata. Otóż judaizm, szukając około 3000-3300 lat temu wytłumaczenia istnienia negatywnych zachowań ludzkich oraz szukając jakiejś koncepcji logicznej dla tworzonej właśnie swojej religii, przyjął, że Bóg stworzył człowieka dobrym, ale na "złą drogę" ściągnął człowieka Szatan (rzekomy upadły anioł, który kiedyś miał służyć Bogu, ale w pewnym momencie przeciwstawił się Mu i zaczął z Bogiem walczyć). No, ale cóż to za ułomna logika prymitywnych ludów pasterskich Bliskiego Wschodu żyjących w zamierzchłej starożytności! Otóż, jeżeli uznajemy Boga za Stwórcę Wszechmogącego, czyli wszystko mogącego w kreacji świata, i zgadzamy się z tym, że stworzył On całość istnienia świata, którego człowiek jest częścią, to oczywistym jest, że człowiek nie mógł przeciwstawić się swojemu Stwórcy - bez wcześniejszej woli Stwórcy.

Definiowanie "grzechu" jako zachowania człowieka sprzecznego z wolą Stwórcy jest prymitywną sprzecznością logiczną. Człowiek jest w stanie czynić wyłącznie to, do czego Stwórca go umocowuje - jeżeli więc człowiek coś czyni, to wyłącznie dlatego, że taka jest nadrzędna wola jego Stwórcy. Jest to oczywiste, ale wymaga trochę odwagi i odrzucenia naiwnych religijnych przesądów, a przede wszystkim użycia odrobiny intelektu, co może kilka tysięcy lat temu nie było aż tak powszechne i łatwe.

Dlatego jeszcze raz: człowiek, jako całkowicie efekt Boskiej kreacji, absolutnie nie był w stanie podjąć decyzji o przeciwstawieniu się Bogu bez wcześniejszego stworzenia przez Boga możliwości takiego zachowania się człowieka. Jeżeli więc człowiek zachował się w taki czy inny sposób, to wyłącznie dlatego, że Bóg chciał by człowiek właśnie w ten sposób się zachował - Bóg nie mógł więc za rzekome zachowanie wbrew Jego woli (skoro takie nie miało miejsca) skazać człowieka następnie na jakąkolwiek karę, w tym na karę: wygnania z Raju, uczynienia śmiertelnym, wrażliwym na ludzkie nieszczęścia i choroby, cierpienie, ból, smutek, troski, itp. itd.. (W ten sam sposób kaleką jest logika dotycząca rodowodu tak zwanego szatana - jakikolwiek efekt Boskiej kreacji, a tym anioł, nie jest w stanie zakwestionować woli Boga, przeciwstawić się Mu i z Nim walczyć, bez wcześniejszej woli, czyli chęci i przyzwolenia Stwórcy na zaistnienie tego faktu, połączonej z równoczesnym wcześniejszym stworzeniem jego "warunków brzegowych", czyli zaprojektowaniem i stworzeniem granic tego zdarzenia).

Taki oto głęboko koślawy, systemowo wypaczony model relacji Bóg - człowiek, przyjął judaizm na 1000 lat przez powstaniem chrześcijaństwa i na 1600 lat przed powstaniem islamu. Na nieszczęście wielu przyszłych pokoleń ludzkich, po wielu wiekach zarówno Żyd Jezus, jak i Arab Mahomet powielili ten religijny błąd systemowy, próbując wpisać swoje wizje świata w ramy nieudolnie sklecone kiedyś przez judaizm. A dalsi kontynuatorzy nauk Jezusa i Mahometa jedynie już poutrwalali ten stan rzeczy i dodatkowo, podbojami, głęboko poinfekowali prawie cały ziemski świat (oprócz Azji Środkowo-Wschodniej i obszarów podbiegunowych) swoimi błędnymi wizjami na temat Boga, człowieka i świata.

Tak chrześcijaństwo, jak i islam, bez pojęcia "grzechu" wobec Boga nie są w stanie w ogóle istnieć - religie te mają więc spory problem. Szczególnie chrześcijaństwo w momencie zniknięcia pojęcia "grzechu" traci podstawy swojego istnienia, tracąc umocowanie w Bogu, bo musiałoby sprowadzić wówczas śmierć swojego Boga Chrystusa (łącznie ze stworzonymi przez siebie pojęciami: odkupienia grzechów oraz zbawienia), jedynie do niepotrzebnej nikomu śmierci człowieka - nauczyciela Jezusa. A to trochę za mało by mieć mandat do dalszego zawładniania świata i zniewalania go swoimi religijno-ideologicznymi naiwnościami.

Problem nieistnienia pojęcia "grzechu" wobec Boga dotyczy również m.in. religii hinduizmu, w której za uczynki "złe" i niezgodne z wolą Boga, otrzymuje się gorsze kolejne wcielenie duszy.

(...)

Operowanie w ciągu pokoleń, przez miliardy ludzi na całym świecie, pojęciem "grzechu" wobec Boga i pojęciami związanymi: wiecznej kary i potępienia, wiecznej nagrody, odkupienia, zbawienia czy gorszego lub lepszego kolejnego wcielenia duszy, było (a w wielu miejscach nadal niestety jest) skutkiem istnienia przez tysiąclecia, procederu systemowej religijnej manipulacji: żydowskiej, chrześcijańskiej, muzułmańskiej oraz hinduskiej. Manipulacja ta, wykorzystując ludzką naturalną potrzebę zyskiwania przychylności "sił wyższych, nadprzyrodzonych", zawsze posiadała doskonałą dla siebie pożywkę w powszechnej ciemnocie mas (naszych przodków) - w ich naiwności, łatwości ulegania przesądom, w strachu, a przede wszystkim w braku elementarnej wiedzy. Nieliczne oświecone i odważne jednostki, które co jakiś czas ośmielały się kontestować działania religijnych manipulatorów, zawsze szybko zostawały eksterminowane, jako zagrożenie dla totalitarnej władzy sprawowanej "przecież w imię oraz z nadania Boga" [M96-99].

Natomiast chęć dalszego używania tych pojęć dzisiaj, i próba dalszego łączenia ich z Absolutem Boga, z genialnym Stwórcą Wszechrzeczy, jest przejawem lekceważenia Stwórcy. Jest odrzuceniem największego daru otrzymywanego od Stwórcy - intelektu. Bo mimo, że wierzyć można we wszystko, to jednak bezrefleksyjne trwanie w nie wymagającym żadnego wysiłku intelektualnego, religijnym zabobonie, jest raczej obrazą Stwórcy, niż Jego "uwielbieniem".

Oczywistym jest, że człowiek potrzebuje Boga - to dzięki Niemu człowiek może istnieć, a ludzkość się rozwijać i odkrywać swojego Stwórcę. Każdy jednak religijny przesąd i dogmat zawsze w którymś momencie staje się wsteczny, blokując i ograniczając rozwój myśli ludzkiej. Staje się wrogiem człowieka, izolując go sobą od faktycznego Boga [M3-5; M844-846].

Przekazanie VI   <<< >>>   Przekazanie VIII