11 PRZEKAZAŃ Kościoła Radości ISTNIENIA

11 Przekazań z komentarzami

Przekazanie VII   <<< >>>   Przekazanie IX

Przekazanie VIII

Dotychczasowe religie świata to silnie archaiczne próby określenia relacji człowiek - Stwórca. Tłumacząc świat, robią to każdorazowo w sposób wycinkowy, obiektywnie fałszywy, dzieląc wspólny świat, zamiast go łączyć. Wszystkie religie korzystają z jednej, wspólnej, dostępnej dla każdego człowieka, energii wyższej Stwórcy. Nie jest ważne w co człowiek wierzy - działa sam akt wiary połączony z zawierzeniem przedmiotowi swojej wiary.

Dotychczasowe religie świata, w tym religie dziś największe: chrześcijaństwo, islam czy hinduizm, poopisywały kiedyś świat i Boga tak jak umiały - i nie można je za to winić. Ale, że robiły to wiele wieków czy tysięcy lat temu, w czasach gdy nie istniała praktycznie żadna wiedza o świecie, budowały one swoje wierzenia na tradycji różnych, prymitywnych wierzeń swoich przodków, dokładając jedynie co jakiś czas coś od siebie: jakieś religijne "usprawnienie", jakąś nową myśl wzbudzoną, np. religijną wizją.

Wszystkie wierzenia świata człowieka powstały na bazie swoich poprzedniczek (gatunek homo sapiens liczy sobie 200 tysięcy lat), bazując zawsze na strachu przed znacznie wyższymi w stosunku do człowieka siłami natury. Następnie, wraz z wykształcaniem się przywództwa grup, pojawił się element religijnej manipulacji dokonywanej przez przywódców i kapłanów tych pierwszych społeczności ludzkich, manipulacji opartej na przesądzie i strachu przez rzekomą karą duchów zmarłych czy bogów. Lokalne prawa zaczęto od tego czasu umocowywać już w rzekomej woli tych sił nadprzyrodzonych - za przestrzeganie praw boskich otrzymywało się od przywódcy nagrodę, a za sprzeciwianie się im, otrzymywało się karę. Dodatkowo karę czy nagrodę doczesną połączono z obietnicą kary czy nagrody boskiej: wiecznej męki po śmierci w ogniach podziemnych wulkanów czy wiecznej nagrody u boku bóstwa zamieszkującego piękne, nieosiągalne dla człowieka niebo. Przy okazji, nikt oczywiście nie był w stanie tych obietnic sprawdzić - można więc było obiecywać do woli.

Wierzenia naszych przodków ewoluowały przez tysiące lat będąc przekazywane z pokolenia na pokolenie w tradycji obrzędowej i ustnej, a olbrzymi wpływ na rozwój wierzeń obszarów Europy, Bliskiego Wschodu i Indii miały podboje Ariów oraz wierzenia Sumeru i Egiptu. Etap dominacji tradycji ustnej zakończył się wraz z wynalezieniem pisma - z rozpoczęciem spisywania wierzeń. Od tego czasu nie było już tak łatwo zmieniać kanonu wierzeń praktykowanych przez swoją społeczność. Niestety jednak dla świata człowieka - spisanie poszczególnych przekazów religijnych spowodowało, że ewoluujące dotychczas (wraz z rozwojem intelektualnym i cywilizacyjnym poszczególnych społeczności) wierzenia, zostały już na zawsze "zaklęte w sztywne ramy księgi". Kolejne pokolenia wiernych jeszcze bardziej usztywniały ten przekaz, traktując już spisane kiedyś przez swoich poprzedników treści jako "słowo w słowo" teksty dane im przez samego Boga. Do tego jeszcze, np. w kościele chrześcijańskim, doszły na koniec dogmaty - liczące po miliony ton, religijne, betonowe kotwy zabobonu, na wieki wieków przywiązujące już większość chrześcijaństwa do ery logiki archaiku [M748-758].

I niestety ta sztywność i odbierana dzisiaj naiwność przekazu religijnego o Jahwe, Mojżeszu, Jezusie, Allahu, Mahomecie, Wisznu, Śiwie czy Buddzie, jest przyczyną odwracania się od swoich religii coraz większych rzesz coraz lepiej wykształconych, inteligentnych i zadających pytania dotychczasowych wiernych. Zaczynają oni bowiem postrzegać dostarczany im religijny przekaz jako archaiczny, naiwny, naciągany, nieprawdopodobny, a ostatecznie, fałszywy. To same więc religie produkują ateistów, produkując swoich wrogów. Człowiek jednak potrzebuje Boga, potrzebuje Boga nie tylko jako wytłumaczenia przyczyny swojego istnienia i otaczającego nas świata, ale potrzebuje kontaktu z energiami Stwórcy - przede wszystkim kontaktu z Jego energią wyższą [M261; M294-301] - z której istnienia korzysta każda religia świata, a na odbiór której ateiści najczęściej się zamykają [M84-85].

Na całym świecie istnieje dzisiaj około 10.000 różnych religii, ich odłamów, kościołów, wyznań i szkół (chrześcijanie w kilku tysiącach odłamów stanowią 32% populacji, muzułmanie 23%, hindusi 14%, buddyści 7%). Każda z tych tysięcy grup twierdzi, że to wyłącznie ona ma rację, że to wyłącznie ona prawidłowo nazywa Boga i tłumaczy świat wokół nas [M32-47]. Ale przecież gdyby faktycznie było tak, że rację ma wyłącznie jedna grupa, to wyznawana przez nią religia bez wątpienia sama, lotem błyskawicy rozprzestrzeniła by się po całym świecie jako ta jedyna i prawdziwa, skoro faktycznie nadana światu przez Boga. Nie istniałaby wówczas jakakolwiek potrzeba narzucania tej religii za pomocą siły, przemocy, religijnych wojen i brutalnego zabijania "w imię Boga", za pomocą religijnej manipulacji i religijnego "prania mózgu" kolejnym pokoleniom dzieci i dorosłych.

Ale jednak przecież żadne cudowne nadanie Boga nie miało miejsca, a chrześcijaństwo i islam rozprzestrzeniały się po świecie przede wszystkim przez narzucanie innym - siłą i politykierstwem - swoich praw i swoich obrazów Boga i świata - i wyłącznie to sprawia, że są dziś największe. Religie te jednak, niosąc swoją rzekomą "prawdę o Bogu", planowo i z premedytacją, bezpowrotnie niszczyły przeolbrzymią ilość innych religii i innych kultur różnorodnego świata człowieka [M726-731; M745; M809-823], grabiąc nie tylko majątki i ziemię podbijanych ludów, ale również krwawo wyrzynając miliony niewinnych istnień ludzkich!

A dzisiaj? Chrześcijaństwo, np. twierdzi, że cały świat otrzymuje miłość i dobro jedynie przez Chrystusa, że bez Chrystusa nie może być mowy o dobroduszności, miłosierdziu, współpracy, radości, szczęściu, itd. Nie ma się co dziwić, że pozostałe 68% populacji świata uważa to za absurd i chrześcijańską pychę, oferując jednak światu w zamian inne, swoje religijne, subiektywne, tak samo nic systemowo nie wyjaśniające "prawdy", przesądy i prawa.

Każda z dotychczasowych religii świata człowieka ma rację jedynie u źródła - tam, gdzie odnosi się do potrzeby istnienia Boga jako Stwórcy i "zarządcy" świata. Każda jednak z tych religii następnie gubi się, próbując budować sobie wyobrażenie (niewymiernego) Boga oraz próbując dla swoich celów filozoficzno-religijno-prawnych określić jakoś relację: Bóg-świat-człowiek-Bóg. Z tego właśnie powodu, że każda z religii przez pokolenia czyniła to "jakoś" i "po swojemu", każda z nich stworzyła ostatecznie różne obrazy świata i człowieka - obrazy za każdym razem jedynie wycinkowe, niepełne, obiektywnie (całościowo) fałszywe.

Problemem wspólnego świata człowieka jest to, że każda z największych dotychczasowych religii posiada całkowicie spójny w swoim odczuciu, "jedynie prawdziwy" swój "świat wewnętrzny", w którym jej własne wyobrażenie Boga pełni rolę centralną, a jej pismo święte (i czasem tradycja) tłumaczy wszystkie aspekty życia wiernych i każdy problem jest w stanie odpowiednio rozwiązać. I wszystko w tym świecie wewnętrznym religiom pozornie się zgadza. Wystarczy jednak, że muszą one skonfrontować swoje "prawdy" o Bogu, człowieku i świecie z innymi religiami, to nagle wówczas okazuje się, że niestety, co religia, to "prawda" ta jest już całkowicie inna... Skoro jednak wyznawana przez wiernych prawda jest "przecież bez wątpienia tą prawdą jedynie prawdziwą", to następuje obustronne religijne (i kulturowe), niezrozumienie, a dalej już - umiejętnie podsycane przez żądnych władzy prowodyrów religijno-politycznych: antagonizowanie, nienawiść, wojny religijne i ostatecznie głębokie podziały świata.

Należy pamiętać, że dotychczasowe religie - a szczególnie już chrześcijaństwo i islam - nigdy nie będą w stanie łączyć świata człowieka, za to zawsze będą go przede wszystkim dzielić. Chrześcijaństwo i islam zbudowane zostały bowiem na istnieniu "instytucji wroga" - w postaci definiowanego przez nich samych "grzechu" (chrześcijaństwo i islam) oraz dodatkowo tych, którzy w tym grzechu pozostają (głównie islam). Stąd też w filozofii tych religii cały świat będzie mógł zaistnieć w pokoju (odpowiednio: duchowym lub dosłownym) dopiero wtedy, gdy "przyjmie Jezusa" (chrześcijaństwo) lub gdy "przyjmie Allaha i Mahometa" (islam). Wskazana wcześniej sztywność religijnego przekazu uniemożliwia tym religiom znalezienie jakiegokolwiek kompromisu, a żadna z tych dotychczasowych "formacji Boga" nawet na jotę, zyskiem drugiej, nigdy nie ustąpi.

Jedyne co może przez jakiś czas ratować dotychczasowe religie świata przed całkowitym odwracaniem się od nich wiernych, to fakt, że każda z nich czerpie w swoim nauczaniu z wartości uniwersalnych świata człowieka (tych samych, nadanych człowiekowi przez wspólnego Stwórcę) [M847; M95]. Skupiając się więc nie tyle na straszeniu karą Boga, co na: pomaganiu, współpracy, miłosierdziu i przebaczaniu (choćby jedynie w ramach swojej grupy wiernych) i naginając swoje sztywne poprzednie dogmaty oraz łącząc te wartości jakoś z Bogiem, religie mają wciąż szansę przetrwać, choć nigdy już nie będą w stanie odzyskać swojej poprzedniej pozycji.

Fundamentalną dla obecnego i przyszłego wspólnego świata człowieka jest obserwacja, że każda z religii korzysta również z obecnej wszędzie i dostępnej dla każdego człowieka, tej samej, jednej energii wyższej Boga (taką nazwę w stosunku do określonego rodzaju energii [M261; M294-301] przyjmuje Kościół Radości ISTNIENIA). Mimo, że każda z religii istnienie tej energii, jak i jej działanie próbuje zawsze przypisać wyłącznie sobie i "swojemu Bogu", to korzystają z niej wyznawcy wszystkich religii świata - od chrześcijaństwa po satanizm, od islamu po animizm, od religii chińskich po japońskie shinto. Wierni wszystkich religii doświadczają takiego samego kontaktu z energiami Stwórcy - otrzymują to, o co proszą w swoich modlitwach (co odnosi się do stanu naturalnego istnienia człowieka): doświadczają wzmocnienia energetycznego skutkującego poprawą samopoczucia, poprawą stanu zdrowia, otrzymują nadludzką siłę czy moc ducha; doświadczają również czasem ukształtowania nadchodzącej przyszłości zgodnie z prośbą wyrażaną w swojej modlitwie [M56-66].

Najważniejsza jest więc sama wiara - sam akt wiary, wyrażenia prośby i zawierzenia Bogu czy sile uważanej przez nas za wyższą, połączony z otwarciem się na energię wyższą Stwórcy - a nie poszczególne przedmioty czy osoby kultu - nie Jahwe czy "Bóg Ojciec", nie Jezus, nie Allah, nie Śiwa, nie Wisznu/Rama/Kriszna, nie duchy przodków, święte drzewa, skały czy totemy. Najważniejsza jest sama wiara w możliwość sprawczą naszego wyobrażenia Boga.

Jako ludzkość nie wiemy póki co na czym zjawisko to polega, co go powoduje i według jakich mechanizmów przebiega, ale widzimy wymierne rezultaty jego działania. Należy wspólnie i powszechniej niż do tej pory badać to zjawisko interakcji wiary i spektakularnych, ponadprzeciętnych, a czasem wręcz nadprzyrodzonych efektów. Powinniśmy wspólnie odkrywać świat i odkrywać Boga. Musimy też pamiętać, że żadnego ze zjawisk w dziele stworzenia nie powiniśmy dłużej traktować jako "czary". Skoro odrzucamy religijny zabobon, odrzucamy również przypisywanie istnienia jakiegokolwiek zjawiska sile innej, niż Stwórcy.

Przekazanie VII   <<< >>>   Przekazanie IX